X


       Tetmajer w poszukiwaniach nabywcy domu zaproponował w końcu kupno Rydlowi, który akurat w tym czasie zaczął rozglądać się za domem dla siebie. Ten jednak zwlekał z decyzją, być może po prostu z powodu braku pieniędzy. W posiadaniu rodziny Rydlów znajduje się pisany około 1907 r. (bez daty) list Tetmajera do Rydla, w którym naciskał na kupno. Argumentem koronnym w namowach Tetmajera był świetny interes, jaki miał zrobić Rydel na nabyciu domu. Tetmajer pisał:
       "(...) Dla Ciebie zaś, gdybyś dom kupił, zdarza .się świetny interes. Mianowicie ma być w Bronowicach Małych posterunek żandarmerii, który potrzebuje domu, o trzech pokojach, kuchni i ogródku. Za taki dom płaci żandarmeria 300 zlr. (600 kor.) rocznie, a z ogródkiem i więcej. Pomyśl sobie jaki to jest procent, a do tego dam, przez stanie pustką w zimie się niszczy, podczas, gdy zamieszkały, nie niszczy się. Sprawa zaś z c.k. żandarmeryą jest pewna i kontrakt się robi na lat kilka. .Ja oczywiście mogę teraz zrobić wcale dobry interes, ale też dlatego pragnąłbym, abyśmy rzecz.skończyli (...) ". Jak bardzo naciskał świadczą między innymi słowa: "(...) Dlatego proszę Cię bardzo usilnie, żebyś był tak łaskaw zdecydować się w tę lub ową stronę, a w razie niezmienionego zamiaru, bądź tak dobry porozumieć się ze mną co do dnia kontraktu (...) rozumiesz to, że ja nie bardzo mogę długo zwlekać (...) kupców też mam na dom, ale wyznaję, że walę stokroć.sprzedać Tobie za umówioną cenę, niż komu obcemu za wyższą ".
       W końcu kontrakt zawarli i w 1908 roku Rydel stał się właścicielem domu, w którym jego wesele stało się "Weselem".
       Upłyną jeszcze cztery lata zanim Rydlowie wprowadzą się do Bronowic. Przez ten czas nigdy domu nie wynajmie żadnym żandarmom, tylko, i to na krótko, znajomym malarzom. A potem przebudowa według projektu Józefa Pokutyńskiego. Dobiega końca w 1912 roku. Dom staje się prawdziwym dworkiem. Przybyła dobudowana z lewej strony pracownia z pięterkiem, w którym pan domu pomieści swą bibliotekę i gabinet do pracy. Dach odtąd jest kryty dachówką i o zgrozo! - dawna sala taneczna powiększa swe rozmiary o sień pamiętną widokiem w niej Wyspiańskiego, obserwującego weselną zabawę, utrwaloną w didaskaliach "Wesela".
       Dalsza zmiana w architekturze budynku dokonana została już po śmierci Rydla. W latach trzydziestych znikła balustrada między filarkami frontowego ganku. Gdy Rydlowie wprowadzili się, oba domy otrzymały potoczne nazwy, które dziś są już częścią historii. Nowy dam Rydlów, a dawny Tetmajerów od tej chwili nazywa się Rydlówką, dawny dworek pofranciszkański stał się Tetmajerówką.
       Przedziwnie nie miał szczęścia Rydel do swego domu. W dwa lata później wybuch I wojny światowej spowodował konieczność opuszczenia Bronowic. Granica była tuż obok w Szycach odległych o 10 kilometrów. Bronowice znajdowały się w pasie fortyfikacji, których pozostałości zachowały się do dziś na zachodnim skraju wsi. Władze austriackie wydały nakaz ewakuacji Bronowic. Przenieśli się więc we wrześniu w 1914 roku najpierw do Krakowa; potem jeszcze dalej -do Czech, do Pardubic i Pragi. Dworek zajęli oficerowie austriaccy, Kraków bowiem był twierdzą pełną wojska. Wkrótce miasto zostało poważnie zagrożone przez Rosjan, którzy ostatecznie nie doszli dalej niż do Bieżanowa. Odsunięcie się frontu, a zwłaszcza jego przełamanie z początkiem maja 1915 r. przez wojska austriackie i niemieckie sprawia, że w połowie tego roku Rydlowie wracają. Rydel obejmuje ponownie wykłady w Akademii Sztuk Pięknych, a po śmierci Tadeusza Pawlikowskiego, znakomitego dyrektora Teatru Miejskiego, zostaje jego następcą podczas jednego sezonu teatralnego. W tym czasie całymi tygodniami przebywa w Krakowie, co wcale nie waczyło, że z miasta było do nich tylko kilka kroków. Wędrówki między Bronowicami i Krakowem pochłaniały czas i siły.
       Od dawna niedobry Stan zdrowia pogarszał się coraz bardziej. Ciężkie warunki materialne w połączeniu z wojennymi trudnościami aprowizacyjnymi bynajmniej Rydla nie załamały. Prowadzi wykłady, pisze komedię z czasów Sobieskiego. Doczekał roku 1918, ale niestety nie tych miesięcy, które w nim były najważniejsze - października i listopada, czasu odzyskania niepodległości. W końcu marca zachorował na zapalenie płuc, na które nie było ratunku. Zmarł w Rydlówce 8 kwietnia 1918 roku. Mieszkał więc w swym wymarzonym domu zaledwie pięć lat. Żona przeżyła go 0 18 lat. Do ostatnich swych dni była wierna swemu pochodzeniu, zawsze chodziła w wiejskim , bronowickim stroju.
       Rydlówka pozostała w rękach rodziny. Dom obrastał w lata i legendy. Budził pamięć o niezwykłych czasach młodopolskich, o słynnym weselu Rydlów, o bytności na nim Wyspiańskiego.
       Już w okresie międzywojennym zaczęli zaglądać do Rydlówki ludzie ciekawi miejsca genezy "Wesela". Zainteresowanie wzrosło po wojnie, liczba zwiedzających stałe zwiększała się. Rodzina Rydlów, zwłaszcza córka poety Helena Rydlowa i wnuczka Anna, zawsze chętnie otwierały drzwi przed pragnącymi zwiedzić Rydlówkę.
       W 1957 roku, w 50 rocznicę śmierci Wyspiańskiego, odbyły się uroczystości ku czci autora "Wesela". Z okazji tej naprawiono po trosze dworek. Wnętrze niewiele jednak miało wspólnego z realiami wesela Rydlów. Tylko stropy, okna, podłogi i częściowo ściany były to same. Sprzęty bezpośrednio związane z weselem znalazły się gdzie indziej. Pozostały natomiast liczne, cenne pamiątki po Lucjanie Rydlu i osobach z nim związanych.
       Choć historia "Wesela" zdążyła już znaleźć się w podręcznikach szkolnych, zabrakło w nich miejsca dla poezji Rydla. Grywano jeszcze "Betlejem Polskie", rzadziej "Zaczarowane Koło". Po roku 1945 oba utwory znikły z repertuaru teatrów prawie całkowicie. Zbyt wiele w nich było religii. Takie sztuki tylko przeszkadzały w budowie socjalizmu, nie opiewały świetlanej przyszłości Polski Ludowej. Po drodze zapomniano także o uroku jego Gcznych wierszy. Początek przełomu nastąpił dopiero w 1979 r. Teatr Ludowy w Nowej Hucie wystawił wówczas "Betlejem Polskie". Potem już pojawiło się "Zaczarowane Koło", zaczęto grać Rydla nie tylko w Krakowie. Odkryte jakby na nowo wiersze świadczą o jego talencie poetyckim. Szkoda, że nie doszło do wznowień jego poezji. Po słynnej "Plotce o Weselu" Boya, pojawiły się, zwłaszcza po drugiej wojnie światowej, inne wspomnienia. Zebrało się ich tyle, że nie pozostało nic innego, jak wydawać kolejne antologie wspomnień o okresie Młodej Polski. Ze wspomnień tych, zwłaszcza Adama GrzymałySiedleckiego, wynika dziś, że "Plotka" Boya wyrządziła dużą krzywdę pamięci Rydla. J. Dużyk napisał o Rydlu ciekawą i gruntownie udokumentowaną książkę. Powstał nowy obraz znakomitego erudyty i dobrego poety, twórcy utworów scenicznych, tłumacza, człowieka prawego charakteru. A że lubił dużo mówić- wszyscy byli zgodni, że Rydel gada, gada, gada - to cóż z tego? Ważne było to, że miał coś do powiedzenia.

Dalej...
(c) 2000-2003
Page designed by
Karol Kwiatek
karol@w.pl