XIV
W wieczór listopadowy chyba nie można było dostrzec chochołów przez okna domu Gospodarza. Wyspiański zauważył je znacznie wcześniej, co najmniej dwa lata przed "Weselem". Zafascynowany nimi namalował kilka pasteli "Chochoły" w latach 1898 i 1899. Wiadomo, że jeden z nich znajduje się m. in. w Muzeum Narodowym w Warszawie.
"Na środku izby stół okrągły", niestety nie ten, który był to w czasie wesela. Gdy w dzisiejszej Rydlówce mieszkał Tetmajer, stał stół okrągły na sześciu nogach, rodem z Ludźmierza. Ten tutaj jest własnością rodziny Rydlów, naprawiony gruntownie w 1969 roku. Stół "pod białym.sutym obrusem ". To co na nim znajduje się jest jednak tylko częściową, świadomie ograniczoną rekonstrukcją. Didaskalia mówią - "przy jarzących, brązowych.świecznikach żydowskich seta zastawa, taferze poniechane tak, jakby dopiero co od nich cala weselna drużba wstała, w nieładzie, gdzie nikt o sprzątaniu nie myśli". Mowa więc o co najmniej dwóch świecznikach. Skojarzeniom i impresjom wystarczy chyba jeden, byle był oryginalny, żydowski. Taki też jest na stole. Zastawy, talerzy poniechanych nie ma. W zamian kartonik na stole z fragmentem didaskaliów. Resztę niech dopowie wyobraźnia... "Około stołu proste drewniane stołki kuchenne" - ku
1 piono je na Kleparzu w 1969 r. - "z białego drzewa". W szkicu Wyspiański zaznaczył - "krzesła kuchenne", lecz na prapremierze ustawiono nie krzesła , ale stołki, a więc bez oparć. Takie też dziś stół otaczają.
"Przy tym na izbie biurko, zarzucone mnóstwem papierów". Biurko dokładnie odpowiada temu, jakie Karol Frycz utrwalił w swej pamięci. Papiery są przeróżne, związane z Rydlem i Tetmajerem. Wśród nich znamienny bilecik ze słowami L. Rydla: "Wtorek 20 XI. Kochany Kaziu! ślub dziś o 9 rano a Panny Maryi Twój Lucjan". Nie jest to, jak wiele osób sądzi, zaproszenie wysłane Kazimierzowi Przerwie-Tetmajerowi. Adresatem był Kazimierz Kremer,
al kuzyn pana młodego, którego zresztą na czepinach nie było. o Obok dowcipne i jakże urozmaicone życzenia Antoniny Domańskiej, ii, Wysłane L. Rydlowi. Warto zapoznać się z nimi. Na szczęście nie ej spełniło się ostatnie życzenie - by Paszkowski podarował mu Tonie.
Gdyby tak się stało, nie byłoby dzisiejszej Rydlówki, zmarniałby
i rozsypałby się dam "Wesela". A dwór w Toniach? Śladu po nim prawie nie ma.
Zaraz po otwarciu muzeum częste były głosy, drżące z oburzenia, typu - "Dlaczego wystawiliście tak cenne dokumenty, narażając je na zniszczenie?" Dla organizatorów muzeum to krytyka była źródłem radości. Wszystkie dokumenty są tylko odbitkami kserograficznymi sporządzonymi na archaizowanym papierze.
"Ponad biurkiem fotografia Matejkowskiego "Wernyhory" i litograf:czne (tu, w Wiedniu odbita heliograwiura z ok. 1900 r. - S. W.) odbicie matejkowskich "Racławic"
Fotografia Wernyhory w domu Tetmajerów miała kapitalne znaczenie dla genezy "Wesela". Oddajmy głos Stanisławowi Estreicherowi, którego relacja bezpośrednio przytacza zwierzenia Wyspiańskiego: "(...) w jakiś czas maże w dobry miesiąc po tym weselu (daty dokładniejszej nie pamiętam), przyniósł mi Wyspiański i przeczytał scenę świeżo przez .siebie napisaną, w której toczyły rozmowę dwie osoby: Włodzimierz Tetmujer i Wernyhora. Opowiadał mi, że stojąc w drzwiach pokoju, w którym tańczono (po lewej stronie w sieni domku), widział na ścianie reprodukcję Matejkowskiego Wernyhory, od dawna zajmującego jego wyobraźnię. 1 zadał sobie wówczas pytanie: co by to było, gdyby nagle z tej ściany zstąpił Wernyhora, przynosząc wieść, iż wypełnia się jego proroctwo i że przyszedł czas wyzwolenia z niewoli? Jakie by to wrażenie wywarło na obecnych, jaki skutek wywołało w całym narodzie? Nad tym pytaniem zaczął rozmyślać - myślał po swojemu, to jest szeregiem plastycznych konkretnych obrazów. Myślał o tym zwłaszcza powróciwszy z wesela do domu, a kiedy do mnie przyniósł pierwszą napisaną scenę, miał już zapewne i inne w głowie. Nie opowiadał mi wprawdzie, jak one będą wyglądać - zdaje mi się tylko, że planował zrazu zawrzeć wszystko w jednym akcie (ale tego,szczegółu nie jestem całkiem pewny) ".
Komu więc jak nie Gospodarzowi - Tetmajerowi miał się ukazać Wernyhora, legendarny kozacki wróżbita z XVIII wieku, który ponoć przepowiedział i upadek i ponowną niepodległość Polski? Do niego więc w noc duchów, w drugim akcie "Wesela" Wernyhora kieruje polecenie:
"Bądź gotów, nim wstanie słońce
Skoro porozselasz gońce,
zgromadzisz lud przed kościołem,
jak są zdrowi, prości, mali;
ażeby godność poznali,
Bogiem powitasz ich kołem,
a wtedy przykaż im ciszą,
niech żaden brzeszczot nie szczęknie,
a skoro rzesza uklęknie,
niech wszyscy natężą słuch:
czy tętentu nie posłyszą
od Krakowskiego Gościńca - ?"
Patrzmy dalej oczyma Wyspiańskiego - "Przy .ścianie w głębi.sofa wyszarzana". Ma ono rozmiary niewielkie, celowo dopasowana do wymiarów kąta, w którym trzeba było ją zmieścić, "(...) gonad nią (na kilimie, który choć nie wspominany przez didaskalia musiał się tam znajdować, taki już był obyczaj, że broni nie wieszało się na gołej ścianie, obyczaj respektowany także przez dekorację prapremiery "Wesela" i prawie wszystkie inne inscenizacje - S. W.) złożone na krzyż szable, flinty, posy podróżne, torba skórzana", rekwizyty szlacheckie Tetmajerów. Po drugiej stronie drzwi alkierza, "w innym kącie piec bielony do maści z izbą; obok pieca stolik, (powinien być "empire, zdobny resztkami brązów", ale na razie nie udało się takiego uzyskać, tymczasem musi wystarczyć biedermajer - S. W.) na którym zegar story, alabastrowymi kolumienkami dźwigający złocony krąg godzin; nad zegarem portret pięknej damy w stroju 1840 w lekkim muślinowym zawoju przy twarzy młodej w lokach i na ciemnej sukni". Damą na portrecie jest Róża Dembińska z Tetmajerów, rzeczywiście portretowana w latach czterdziestych XIX wieku. Oryginał znajduje się w Tetmajerówce, to wisi kopia pędzla Z. Pabisiaka (1970).
"U boku drzwi weselnych skrzynia ogromna wyprawna wiejska, malowana w kwiatki pstre i pstre desenie; wytarta już i wyblakła". Odegrała ona swoją rolę w dramacie. Gdy Wernyhora odjeżdżał sprzed domu weselnego w środku nocy, koń jego zgubił podkowę. Złotą. Znalazł ją jedenastoletni Kuba (Jakub Mikołajczyk). Z rąk jego przeszła w ręce Gospodarza, który najpierw chciał:
"Zwołać ludzi - spadło z nieba;
trza pokazać zgromadzeniu"
.
Gospodyni była innego zdania:
Nie ma cego - Scęście w ręku;
tego z ręki się nie zbywa,
w tajemnicy się ukrywa,
światom się nie przekazuje:
Scęście swoje się szanuje!"
To i przypomnienie, że podkowa jest złota, przekonało Gospodarza. Polecił wówczas Gospodyni:
"Rzuć do skrzyni!
Prawdziwieś do ręki wzięła;
szczęście swoje się szanuje,"
I zniknęła w skrzyni w jednym z jej półskrzynków, na zawsze. Czepiec, który dowiedział się o wizycie Wernyhory, wiadomość o złotej podkowie schowanej w skrzyni uznał za ostatni i najbardziej przekonywujący dowód, że rozmowa Wernyhory z Gospodarzem nie jest wymysłem parobków i że pora działać. Ale złotej podkowy po ukryciu jej w skrzyni nikt już nigdy nie ujrzał.
(c) 2000-2003
Page designed by
Karol Kwiatek
karol@w.pl