III


       To samo stało się w Bronowicach przed 1939 r. Po II wojnie światowej znikł i kobiecy strój ludowy. Niekiedy tylko pojawiają się szczątkowe jego ślady na ulicach Bronowic w postaci chust "tureckich" zarzuconych na ramiona i osłaniających głowy starych kobiet czy spódnic zielonych w barwne kwiaty.
       Te stroje, które widzi się dzisiaj, noszone przez członków różnych ludowych zespołów artystycznych, są z reguły tylko rekonstrukcją dawnych wzorów.
       Nie jest wykluczone, że niektóre elementy stroju wywodziły się z ubiorów szlacheckich czy też mieszczaństwa. Dolne warstwy społeczeństwa przejmowały obyczaj, modę od górnych. Porzekadło "przykład idzie zawsze z góry" ma za sobą wiele racji. Stale potwierdza się w życiu. Niemniej dzieje krakowskiego stroju ludowego zdają się, od pewnego momentu, zaprzeczać tej prawidłowości.
       Nie strój szlachecki czy mieszczański określonego regionu, ale krakowski ludowy zrobił bowiem w Polsce niezwykłą karierę. Stał się właściwie strojem narodowym. Szczególnie przyczyniły się do tego Insurekcja Kościuszkowska, a zwłaszcza obrazy i ryciny przedstawiające Tadeusza Kościuszkę w stroju krakowskim, oraz historyczna kompromitacja tradycji szlacheckiej. Ubiór krakowski stał się wzorem dla mundurów wojskowych, stal się - jak pisał J. Kamocki - jakby symbolem polskości.
       Niewątpliwie obok innych przyczyn wpłynęły na to także barwy ubioru męskiego - hiata sukmana i czerwona krakuska oraz spodnie w paski czerwono-białe. Kojarzy się on, więc z barwami narodowymi, co w czasie zaborów miało nie byle jakie znaczenie. Noszenie tego stroju poza wsią krakowską było zatem demonstracją patriotyzmu.
       Na przełomie z XIX na XX wiek, w epoce szczególnie ważnej z uwagi na wydarzenia, jakie miały miejsce w Bronowicach, stroje tamtejsze biły w oczy barwą i rozmaitością szczegółów.
       Strój chłopa bronowickiego składa się przede wszystkim z białej sukmany z czerwoną oblamówką i takim samym podszyciem, z czerwonymi kutasami. Pod sukmaną kaftan też sukienny, ale granatowy podbity czerwonym suknem, zdobiony z przodu, wkładany na koszulę z białego płótna. Jeśli była odświętna, to miała haftem zdobiony kołnierz i mankiety. Spodnie zwane portkami, najczęściej w wąskie biało-czerwone paski, wpuszczone w cholewkę buta. Spod odchylonej sukmany błyskał "opasek", czyli pas szeroki, skórzany, nabity mosiężnymi gwoździami z kieszonką na monety. W zimie noszony był kożuch. Barani, biały, zdobiony, wyszywany na czerwono.
       Na głowę wkładał chłop bronowicki na co dzień magierkę, czyli czapkę z włóczki, na święto i dla parady nosił wysoki kapelusz filcowy z czerwoną wstążką i, czasem, pawim piórem. Najbardziej znanym jednak nakryciem głowy, które odsunęło tamte dwa w zapomnienie była krakuska, zwana pospolicie w tych stronach "czerwoną czapką". Rodowód jej nie jest ani wyłącznie polski ani tylko ludowy. Czapkę z czterema rogami noszono też za granicami Polski; była nakryciem głowy szlachty i mieszczan. Tak na przykład profesorowie Akademii Krakowskiej nosili w XVI wieku berety czworograniaste.
       Mimo że rogatywka występowała szeroko poza ziemią krakowską, kojarzono ją już w XVIII wieku z reguły z Krakowiakami, a ściślej z chłopami ziemi krakowskiej. Rogatywka ma jeszcze dwie inne nazwy: "krakuska" i "konfederatka". Pierwsza wiąże ten rodzaj nakrycia głowy z regionem krakowskim. Niewątpliwie do spopularyzowania tej nazwy jak i samej czapki przyczyniła się Insurekcja Kościuszkowska. O pochodzenie natomiast nazwy "konfederatka" toczy się do dziś spór między historykami ubiorów i jak dotąd nie widać jego zakończenia. Najbardziej powszechną jest teoria, w myśl której nazwa to zawdzięcza swe istnienie Konfederacji Barskiej. Warto jednak zaznaczyć, iż zdaniem J. Bendy, "konfederatki" używane przez oddziały konfederatów w tym czasie, były okrągłe.
       Już w 1785 roku rogatywka stała się czapką wojskową i od tego czasu też klasycznym atrybutem munduru wojskowego, a po 1918 r. także i innych (np. kolejowego, strażackiego, harcerskiego). Dziś mundur z rogatywką, nawet wojskowy, jest niestety nadal rzadkością, mimo stopniowego przywracania go w wojsku.
       Na przechowywanym w warszawskim Muzeum Narodowym obrazie Włodzimierza Tetmajera "Chłopi przed karczmą" widoczne są wszystkie trzy typy nakryć głowy chłopów w Bronowicach. Jeszcze były w równoczesnym użytku. Teraz w pamięci i sztucznie podtrzymywanym folklorze ostała się krakuska. Z czerwonego sukna, obszywana czarnym barankiem, z pawim piórem.
       Strój kobiecy też był kolorowy. Najbogatszą jego częścią był gorset, nakładany na białą, lnianą koszulę. Noszono gorsety granatowe, obszywane guziczkami z masy perłowej, podbijane czerwonym suknem, zielone, niebieskie lub czerwone, nawet czarne aksamitne, wyszywane paciorkami, cekinami, guziczkami, haftowane.
       Na gorset Bronowiczanka wkładała katan, czyli kaftan. Był to jakby żakiet z długimi rękawami - Jadwiga Rydlowa w chwili ślubu miała na sobie biało amarantowy - nie zapinany z przodu, aby odsłaniał gorset. Także sporo było na nim haftów, paciorków na przodzie, plecach i mankietach rękawów.
       Spódnica zielona lub biała, niebieska albo czerwona w kwiaty, suta, sięgała na początku XX wieku nieco powyżej kostek. Ale zdjęcie dwóch córek Włodzimierza Tetmajera, panien już dorosłych i bardzo ładnych, pokazuje, że nosiły krótsze, nieco poniżej kolan. Z pewnością pod wpływem mody miejskiej. Pod kolorową spódnicą była zawsze druga, biała, często z ozdobnym haftem. Skraj jej w bogato wyszywane zęby wystawał spod wierzchniej spódnicy. Na tejże zapaska, czyli haftowany z cienkiego płótna fartuszek. Buciki zaś sznurowane lub z "miechami", wysokie, tzw. polskie buty'. Kiedyś bywało, że Bronowiczanka zadawalała się przez Całe życie butami kupionymi do ślubu. Na co dzień chodziła boso. Gdy szła do kościoła buty wkładała przed wejściem. Tym obyczajem tłumaczy się słynny fragment "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego:
"...PANNA MŁODA
Buciki mom troche ciasne.
PAN MŁODY
A to zezuj, moja złota.
PANNA MŁODA
Ze sewcem tako robota.
PAN MŁODY
Tańcuj boso.
PANNA MŁODA
Panna mlodo?! Cóz to znowu?! To ni mozno.
PAN MŁODY
Co się męczyć? W jakim celu?
PANNA MŁODA
Trza być w butach na weselu..."


       Ramiona kryła wielobarwna, w różne wzory chustka do odziewania się, często chustka "turecka", zwana też "bocianówką". Panna młoda miała na głowie wianek ze sztucznych kwiatów z kunsztownie wykonaną "koroną" szklanych baniek, świecidełek, perełek, wstążek, które, jak a Jadwigi Rydlowej, spływały aż na plecy. Zamieniała go w czasie wesela na chustkę czepcową, nakrycie głowy mężatek. W czasie czepin obcinano jej warkocze, zwyczajową oznakę stanu panieńskiego.
       I wreszcie klejnoty. Szyję Bronowiczanki zdobił niejeden sznur korali, zwykle trzy, czasem pięć, siedem, a nawet choć rzadko dziewięć. Zamiłowanie do korali, jak pisze T. Seweryn, pochodziło z dwóch źródeł: z wiary w magiczną moc czerwonych korali - zapewniać miały zdrowie - oraz z mody przejmowanej przez lud wiejski od szlachty i mieszczaństwa. Nieparzysta ilość sznurów korali też była wynikiem wiary w magiczne liczby. Marzeniem każdej były prawdziwe. Sprowadzane przede wszystkim z Włoch i Francji, były niezwykle drogie. Halina Bittner-Szewczykowa ustaliła, że na początku XIX wieku trzy sznurki korali na wsi podkrakowskiej kosztowały 234 złote, czyli kwotę, za którą można było kupić 4 - 5 krów.
       Bo w ogóle strój wiejski był drogi. Był majątkiem, który dziedziczyło się, o który wiodło się spory spadkowe, który dodawał prestiżu we wsi. Niezamożne kobiety nosiły, od drugiej połowy XIX wieku, sztuczne korale zwane w Krakowie "chlebowymi". Tadeusz Seweryn wykazał, że nazwa "chlebowe" miała pełne uzasadnienie w technologii ich wyrobu. Tworzywem ich był gnieciuch chlebowy z dodatkiem być może żywicy, zaprawiony barwnikiem eozynowym.
       Z najniższego ze sznurów korali zwisał medalik lub krzyż równoramienny ze srebra, bakfonu lub mosiądzu wysadzany pięcioma koralami.


Dalej...
(c) 2000-2003
Page designed by
Karol Kwiatek
karol@w.pl