IV
Wróćmy teraz do lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XIX wieku. Zupełnie niespodziewanie młodzi malarze krakowscy zainteresowali się folklorem bronowickim. Zaczęła się fascynacja ludnością wsi podkrakowskiej a szczególnie Bronowic Małych. Dlaczego akurat Bronowic Małych? Złożyło się na to kilka i to przeróżnego rodzaju przyczyn.
Był to okres ostatnich lat życia, a zarazem panowania Jana Matejki w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie. Historyzm malarstwa już ustępował innym zainteresowaniom wśród uczniów Mistrza i innych studentów Szkoły. Przedziwne to były czasy, w których wszystkie możliwe kierunki w sztuce krzyżowały się, splatały, wpływały na siebie i ... zaciekle walczyły o prawo do wyłączności.
Zwrot do wsi był jedną z bardziej charakterystycznych tendencji w latach 1890-1918 tworzących epokę zwaną Młodą Polską.
W malarstwie zaciekawienie tematyką wsi rozbudzone zostało przez twórczość Józefa Chełmońskiego, Aleksandra Gierymskiego, Adama Chmielowskiego i innych. Pewne znaczenie mógł mieć przykład tak zwanych barbizończyków. Barbizończycy to grupa malarzy francuskich, którzy postanowili na trwałe związać się z kulturą wiejską, poddawać się stale jej wpływowi. Zamieszkali we wsi Barbizon, niedaleko Paryża i tam malowali pejzaże, sceny z życia wiejskiego.
Motyw życia na wsi nie był przedmiotem zainteresowania tylko malarzy. W literaturze drugiej połowy XIX wieku dole, a szczególnie niedole chłopów, stają się tematem coraz bardziej powszechnym. Podejmują go najlepsi pisarze - Sienkiewicz, Orzeszkowa, Dygasiński, Reymont, Prus, Konopnicka, Sewer-Maciejowski, krytycy i publicyści jak Antoni Sygietyński, Stanisław Witkiewicz (ojciec).
Przerysowaną, karykaturalną formą "bratania się z ludem" była "chłopomania", którą szerzyła grupa tygodnika "Głos", ukazującego się w Warszawie. Wszystko co dobre, zdaniem chłopomanów, było pochodzenia ludowego. Postulowano sięganie do mitu Piasta, dawnej kultury ludowej, szukanie inspiracji dla twórczości artystycznej w sztuce ludowej.
Zapomniano przy tym jednak o konfliktach społecznych na wsi, o rozwarstwieniu społeczeństwa, którego hasła bratania się z ludem nie były w stanie zatrzeć. Nie zdawano sobie sprawy z tego, że postulaty solidaryzmu społecznego żadną miarą nie zniwelują różnic nawet w zapatrywaniach na kwestię odzyskania niepodległości.
W tym czasie zaś ruch ludowy zaczął wchodzić w okres pełnego rozkwitu. Od roku 1877 działa już ksiądz Stojałowski, w 1889 roku w galicyjskim Sejmie Krajowym zasiadają pierwsi posłowie chłopscy. W 1895 roku w Rzeszowie powstaje Stronnictwo Ludowe, w którym wielką rolę odgrywać będą Bolesław Wysłouch i Jan Stapiński. To stronnictwo, a nie ruch stojałowszczyków, stanie się w latach 1907-1908 najsilniejszą partią polityczną Galicji.
Politycy grają, więc coraz silniej na masie chłopskiej. Mimo że wybory do sejmu galicyjskiego odbywają się jeszcze w myśl przestarzałego systemu kurialnego (reforma nastąpi w 1907 r.), dającego automatycznie przewagę warstwom ziemiańskim, zabiega się o głosy chłopskie, w polityce uderza się w nastroje ludowe. O sprawie chłopskiej mówi się wszędzie.
A do tego wszystkiego częsta obecność chłopów bronowickich w Krakowie. Z reguły na targu, bo z Bronowic niedaleko, tylko godzina marszu przez Łobzów do miasta, do najbliższych opłotków. Była też odwieczna druga przyczyna częstej obecności chłopów w Krakowie. Kościół Mariacki nadal był parafialnym dla Bronowic. Dopiero w 1949 r. powstanie we wsi odrębna parafia. Choć zazwyczaj na mszę chodzono do kościoła na skraju Bronowic Wielkich, śluby brano w kościele Mariackim. Często, więc wozy pełne Bronowiczan w barwnych strojach przejeżdżały przez Rynek, zajeżdżały pod kościół Mariacki.
Tak, więc i malarzom było najbliżej do Bronowic, które ze wszystkich
wsi wydawały się mieszkańcom Krakowa najbardziej swojskie.
Ludwik de Laveaux był chyba pierwszym malarzem, który zajrzał i na dłuższy czas pozostał w Bronowicach. Stało się to w roku 1889. Miał ukończonych 21 lat, za sobą studia w Krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych i krótki pobyt w Monachium. Pobyt w Bronowicach pociągnął za sobą dwa następstwa, niekoniecznie dalekie od siebie. Zakochał się w córce Jacentego Mikołajczyka, chłopa bronowickiego. Dziewczynie było na imię Marysia i miała jeszcze dwie siostry - starszą Annę i młodszą Jadwigę. Nieprzeciętnie zdolnego młodego malarza pochłonęła tematyka wiejska. Powstały obrazy przedstawiające chłopów bronowickich, sceny z życia wsi (np. "Chałupa w Bronowicach", "Do miasta", portreciki dziewcząt wiejskich, "Praczki"). Doszło też do zaręczyn Ludwika de Laveaux z Marysią Mikołajczykówną. Ślubu jednak nie było. W 1890 roku de Laveaux bowiem wyjechał do Paryża i pozostał tam aż do śmierci, bardzo przedwczesnej. Zmarł na gruźlicę w 1894 roku. Jednym ze śladów związków Ludwika de Laveaux z Marysią jest jej piękny portret namalowany przez niedoszłego męża, dziś znajdujący się w prywatnym posiadaniu poza Krakowem. Cztery lata później Marysia wyjdzie za mąż za chłopa z Bronowic - Wojciecha Susuła. Oboje za dwa lata wezmą udział w innym weselu, z powodu którego - wraz z Widmem, duchem Ludwika de Laveaux - znajdą się wśród bohaterów dzieła powstałego dzięki tej uroczystości. Małżeństwo ich trwać będzie tylko trzy lata. Marysia zostanie wdową i jeszcze raz wyjdzie za mąż. Rok 1924 będzie datą jej śmierci.
Drugim malarzem, który związał się z Bronowicami, a nie pierwszym jak zwykle się mniema, był Włodzimierz Tetmajer. Syn zdeklasowanego szlachcica, byłego marszałka szlachty nowotarskiej, kiedyś właściciela majątku w Ludźmierzu pod Nowym Targiem. Studiował w Paryżu, wrócił w 1890 roku do Krakowa. I od razu zaszedł do Bronowic. Zaś już w dniu 11 sierpnia 1890 roku zawarł, wbrew woli rodziców, ślub z szesnastoletnią Anną Marią, córką Jacentego Mikołajczyka, chłopa niezbyt zamożnego, ale bogatego urodą trzech córek. Ślub odbył się oczywiście w kościele Mariackim. Była to pierwsza tego typu sensacja. Więcej, był to zdaniem niejednej osoby skandal niesłychany. Artysta, i to szlachcic z pochodzenia, ożenił się z chłopką! Bez wiedzy i zgody rodzonego ojca! Gorzej jeszcze, zamieszkał w chałupie teścia, przycupniętej na pagórku, poniżej dzisiejszej Rydlówki. Dobudował też szopę do chałupy, która służyła mu za pracownię. Tylko zimy spędzał z żoną w Krakowie.
Ciężkie to były lata dla Tetmajerów. Malarstwo jego jeszcze nie cieszyło się powszechnym uznaniem. Częste ostre krytyki, jakże z perspektywy lat niesłuszne, dotykały go boleśnie. Grosza zawsze brakowało. I jeszcze ten bojkot rodzinny, a po części towarzyski. Właściwie dopiero śmierć ojca artysty w 1892 r. sprawiła, że macocha jego nieznacznie zbliżyła się do synowej, a wyjazd do Włoch w rok później oraz nagrody i medale uzyskane za granicą w latach 1893 -1895 podniosły ceny jego obrazów. Artysta zresztą zawsze uważał, że są zbyt niskie...
W roku 1894 Tetmajer był w stanie kupić a teścia Jacentego Mikołajczyka kawałek gruntu powyżej jego chałupy. Postawił tam na pó1 chałupę na pół dworek szlachecki. Jakże to dwoistość architektury odbija naturę Tetmajera. Szlachecki temperament i fantazja splecione z uwielbieniem ludowej kultury, z dumą z rodzinnej tradycji i niewątpliwą pracowitością: drewniane podcienie na froncie z gankiem, aż po dwie izby po obu stronach sieni przecinającej dom. Dach był jednak oszczędny, pokryty strzechą, dranicami zaś na samym skraju nad podcieniem. Frontowy ganek kryty gontem, a w szczycie jego nad wejściem, ni mniej ni więcej -kartusz drewniany z herbem Tetmajerów! Taką a nie inną konstrukcję domu tłumaczy wiersz samego Tetmajera:
"Niech się święci mój cichy, pod drewnianym gankiem,
mój wiejski dworek biały, w gaju starych drzew,
w ogrodzie wonnym zielem: miętą i rumiankiem!
Z każdej ściany tam wieje innych czarów wiew!
Zbudowałem go dzieciom; w takim sam wzrastałem,
w takim nas kołysała starych ojców pieśń!"
(c) 2000-2003
Page designed by
Karol Kwiatek
karol@w.pl