V
Teraz już do końca wszystko jasne: w domu tym widział swobodną replikę dworu ludźmierskiego. Cóż z tego, kiedy miejsce, ludzie, tworzywo i czasy były inne. W życiu przeszłości nie da się powtórzyć. Można ją tylko przybliżyć.
We wnętrzu sprzęty pomieszane ze sobą. Jedne z dworu w Ludźmierzu, drugie kupowane, a jeszcze inne wyprawne żony.
Powstała, więc dzisiejsza Rydlówka. Data wybudowania domu jest równocześnie datą początku powodzenia artystycznego Włodzimierza Tetmajera. W tym czasie stać go było również na pomoc matce i przyrodniemu bratu Kazimierzowi, już w tym czasie głośnemu poecie i prozaikowi.
Wkrótce Pana Włodzimierza zagarnie polityka. Zostanie nawet wybrany posłem do parlamentu z ramienia Stronnictwa Ludowego.
Małżeństwo Tetmajera pociągnęło za sobą następstwa, które z góry
można było przewidzieć. Bronowice stały się jeszcze bardziej "modne". Sznurek ciekawych głośnego mezaliansu - jak określała niejedna paniusia w Krakowie to małżeństwo - ciągnął z Krakowa do Bronowic. Chciano koniecznie zobaczyć, jak żyje potomek szlachecki, malarz i poeta z prostą dziewczyną wiejską. Dolał oliwy do ognia Sewer (Ignacy Maciejowski) powieścią "Bajecznie kolorowa", w której z zachwytem opisywał dzieje miłości i małżeństwo Tetmajera. Doszło do tego, że młodzi małżonkowie zaczęli się ukrywać przed intruzami. Ale nie tylko tacy odwiedzali Tetmajerów.
Wpadali do Bronowic - często nie tylko na chwilkę - przyjaciele, znajomi. Wśród nich głównie malarze, poeci, pisarze, politycy, ludzie utalentowani, znani lub będący takimi w przyszłości. Znakomitość tamtych czasów, Jan Stanisławski, profesor Akademii Sztuk Pięknych, zabierał do Bronowic swych uczniów. Rozkładali we wsi sztalugi i malowali, malowali ów biedny choć barwny wiejski świat. Któż to nie chadzał wówczas z pędzlem i paletą do Bronowic! Przeróżnej rangi malarze - Ludwik Machalski, Stanisław i Józef Czajkowscy, Stanisław Kamocki, Leonard Strojnowski, Damazy Kotowski, Jerzy Karszniewicz, Kasper Żelechowski, Czesław Makowski, Karol Frycz, Leon Kowalski, Jan Skotnicki, Stefan Filipkiewicz, Stanisław Fabijański, Henryk Uziembło, Stanisław Małaszowski, Wincenty Wodzinowski, Ludwik Stasiak, Stanisław Radziejowski, Tadeusz Noskowski, Henryk Szczygliński. Obrazy tylko niektórych z nich zdobią dziś sale muzeów.
Zjechał też jeden z najlepszych malarzy polskich - Aleksander Gierymski. Przez krótki okres mieszkał w Bronowicach Wielkich i malował nawet w pracowni Tetmajera. Tu powstały m.in. jego słynne obrazy: "Trumna chłopska", "Chłopiec ze snopem zboża" oraz "Łąka z drzewami".
Między gośćmi wielu było też pisarzy, polityków, krytyków jak Henryk Sienkiewicz, Ferdynand Hoesick, Bolesław Prus, Ignacy Daszyński, Adam Grzymała-Siedlecki, Adam Potocki, Konstanty Górski.
Spośród przyjaciół jednym z najbliższych stał się poeta Lucjan Rydel. Był prawie uznanym poetą i pisarzem, autorem zaginionego dziś dramatu "Mściwoj", granych już, choć bez większego powodzenia sztuk "Na marne" i "Z dobrego serca", licznych wierszy i felietonów, wykładowcą na Kursach Adriana Baranieckiego, pełniących rolę jakby półuniwersytetu dla kobiet, w Szkole Sztuk Pięknych. Ze świecą wówczas należałoby szukać w Krakowie przedsięwzięcia kulturalnego w większym wymiarze, w którym Rydel nie brałby czynnego udziału. Wkrótce mógł zyskać uznanie jako autor znakomitych tłumaczeń literatury starogreckiej, łacińskiej, francuskiej, a przede wszystkim głośnego dramatu "Zaczarowane Koło" (powstał w 1899 r.), sztuki "Betlejem Polskie" (napisanej w 1906 r.), opartej na motywach jasełek. Młody poeta i dramaturg był synem Lucjana Rydla, profesora okulistyki w Uniwersytecie Jagiellońskim i wnukiem Józefa Kremera, filozofa, także profesora Uniwersytetu. Wbrew swej woli ukończył studia prawnicze, tylko po to, aby spełnić stanowcze życzenie ojca. Ale dusza jego rwała się zawsze do literatury i wśród niej mógł pozostać.
Trudno powiedzieć, kiedy pierwszy raz znalazł się w Bronowicach. Wesele Tetmajera w 1890 roku odbyło się jeszcze bez niego. Szybko jednak pojawił się w jego domu. Przyjaźnił się, jeszcze w czasie studiów uniwersyteckich, z jego bratem przyrodnim - Kazimierzem. Drzwi tego domu były, więc od pierwszej chwili przed Rydlem otwarte. Fakt ten miał nie byle jakie konsekwencje.
Bliższy związek Rydla z Włodzimierzem Tetmajerem zawiązał się jednak dopiero w 1896 r., gdy Tetmajer malował, niestety już tylko na podstawie fotografii, portret zmarłego rok temu ojca poety. Odwiedził wówczas - był maj 1896 roku - nowy dom Tetmajerów. Od tego czasu zaczął bywać tam często, aż nadszedł rok 1900. Zakochał się w najmłodszej siostrze żony Tetmajera - Jadwidze Mikołajczykównej. W liście do Ferdynanda Hoesicka napisanym jeszcze przed ślubem, przedstawiał dzieje tej miłości, jak - znając się przecież od kilku lat - stopniowo zbliżali się do siebie, jak on, mężczyzna w trzydziestym roku życia zakochał się w wiejskiej dziewczynie mającej zaledwie l7lat, znanej mu od dziecka. Taka różnica lat była zresztą w tamtych latach na porządku dziennym. Prawie identyczna rozpiętość wieku występowała choćby w małżeństwie Tetmajerów. Pan Włodzimierz w chwili ślubu miał 28 lat a pani Anna tylko 16.
Oddajmy jednak głos samemu Rydlowi: "... Spostrzegłem, że gdy wchodzi do pokoju, gdzie siedziałem z Włodzimierzem, to pierwsze jej spojrzenie siada na mnie, że w polu udaje, że nie widzi, gdy się zbliżam do niej, ale wodzi za rnną ukradkiem oczyma. I po sobie spostrzegłem, że jeśli zdarzy się dzień, a choćby pól dnia, kiedy jej nie widzę, to mnie ogarnia jakieś zniecierpliwienie, jakiś żal, jakiś niepokój. I powiedziałem sobie w końcu: Kochamy się, więc... żeńmy się. Chciałem jeszcze zwlekać z tym postanowieniem, chciałem sam .siebie i ją lepiej zbadać, ale nie było czasu. Otoczenie, zwłaszcza kobiety pomiarkowały, że się coś między nami dwojgiem dzieje. Dłużej milczeć znaczyło w oczach tej chłopskiej rodziny wyjść na takiego jegomościa, co bałamuci dziewczynę, choć do niej się nie odzywa, a potem rozkochawszy ją, ucieknie. Tetmajer ostrzegł mnie, że wszyscy są zaniepokojeni. Tylko Jadwisia nie domyślała się, że ją i mnie obserwują. Trzeba się było szybko decydować tak albo nie. Ja właściwie od dawna byłem zdecydowany i nawet na chwilę nie przypuszczałem myśli nawet samej, że mógłbym się cofnąć. Ale rozumiesz, jak człowiekowi takiemu, jak jesteśmy, trudno wykonać, to co chce, czego pragnie najgoręcej (...) Jeszcze dwie note, dwa dni tale rozbierałem w głowie wszystko, liczyłem się z sobą, badałem serce swoje, a wreszcie powiedziałem sobie: Nie łudzę! To jest moje szczęście! pomówiłem naprzód z Jadwisią, a potem z rodzicami. Przed rozmową z jej rodzicami, ale już po stanowczej rozmowie z nią, pojechałem do Rudawy do matki mojej, która w zasadzie zgodziła się, żądając jedynie zwłoki ślubu."
Ślady wszystkiego, co przeżywał, Rydel zostawiał na piśmie. Musiał, po prostu musiał zawsze komuś powiedzieć, napisać o tym, co w nim tkwiło, co nim kierowało, czy kochał, lubił, nie znosił i dlaczego. Musiał więc i pozostawić relację o swoich oświadczynach. Tym razem w formie wdzięcznego, pełnego liryki wiersza:
"Poszła ze mną za dom do ogródka,
Usiedliśmy na ławce pod ścianą,
Była trwożna i taka cichutka,
Kiedym patrzał w jej twarz ukochaną,
Lipa kwitła przed nami w ogródku
I pachniała drobnem kwieciem zlotem...
Gdym za ręką brał ją pomalutku,
Serce we mnie waliło jak młotem,
"Chciałabyś mnie?"
"Myślą, żebym chciała!...
"Wierz mi Jadwiś, że nam dobrze będzie"
"Wierzą panie!..." A lipa słuchała
I słuchały nas kwiatki na grzędzie.
I nie kwiatki i nie lipa sama,
Całe niebo słuchało nas z góry,
I błękitna rozwarła się brama
I Bóg słuchał i anielskie chóry".
Wszystko zgadza się. Pod ścianą domu Tetmajerów była ławka, lipa mogła słuchać i pachnieć w tym czasie, bo do oświadczyn doszło w sierpniu. Ale do ślubu droga po grudzie wiodła. Z przyczyny matki Rydla, która mimo wstępnego przyzwolenia, żądała długiego okresu narzeczeństwa, wyraźnie podtrzymywana w tym przez Adama, brata Lucjana. Echa tych sporów wewnątrz rodzinnych doszły do Czechówny, bliskiej znajomej Rydlów, która w swym pamiętniku odnotowała: "Od wielu osób slyszę, że ślub Lucia ma się odbyć w tych dniach, -pisała to w ostatnich dniach października- chociaż jednak byłam a Rydlowej, to nic mi o tym nie mówi. Żądała ona, żeby Lucio zaczekał do wiosny, chcąc -jak sama mi mówiła - wypróbować jego uczucia, ponieważ jednak na wsi takie długie konkury nie są w zwyczaju, Lucio więc, nie chcąc narażać dziewczyny, ślub przyspiesza".
Przeważyła ostatecznie wola Rydla. Ślub odbył się jeszcze w tym samym roku, 20 listopada 1900 r. o godzinie dziewiątej w kościele Mariackim w Krakowie.
Towarzyszyło mu od pierwszej chwili ogromne zainteresowanie, więcej może - otaczała go atmosfera pewnej sensacji, zainteresowanie było już rozbudzone dwoma innymi ślubami - Włodzimierza Tetmajera i Stanisława Wyspiańskiego. Temu drugiemu nawet nadawano posmak prawie, że skandalu. Nie chciało się pomieścić zacnym mieszczanom w głowach, że obiecujący artysta malarz, autor niedawno wystawionej "Warszawianki", ożenił się z dziewczyną wiejską, z którą już przed ślubem zdążył mieć dwoje dzieci.
Teraz zaś jeszcze jeden ślub z dziewczyną wiejską, znanego już poety, doktora praw Uniwersytetu Jagiellońskiego, syna b. rektora tegoż Uniwersytetu. Ślub z dziewczyną, będącą siostrą tej, z którą 10 lat temu Tetmajer popełnił "mezalians". Było, więc, o czym rozprawiać w salonach, kawiarniach i na linii A -B Rynku Krakowskiego.
Do podniecenia umysłów przyczynił się poważnie sam Rydel. Wszystkim dookoła opowiadał o zamierzonym ślubie, a równocześnie zachowywał się tak, jakby chciał utrzymać w tajemnicy jego datę. Zaproszenia na ślub rozsyłał dopiero na 2, a nawet 1 dzień przed uroczystością. Skutkiem pogłosek o niechętnym stanowisku matki i brata Adama tworzyły się już wówczas pierwsze plotki o ślubie. W pewnych kręgach ubolewano, że taki zdolny człowiek tak nieszczególnie się żeni...
Pamięta się o tym wszystkim dziś znacznie lepiej niż o atmosferze towarzyszącej ślubowi Tetmajera.
Lepiej, bo to wesele Rydla, a nie Tetmajerów, stało się inspiracją i osnową jednego z najwspanialszych dzieł polskiej literatury.
(c) 2000-2003
Page designed by
Karol Kwiatek
karol@w.pl