VI
Sam Rydel dokładnie opisał swój ślub w liście - odkrytym dopiero po II wojnie światowej i po raz pierwszy opublikowanym w 1953 r. w "Pamiętniku Teatralnym" - do Vondracka, przyjaciela i tłumacza jego dzieł na język czeski. Opis jest ważny, bo świadczy o zgodności realiów wesela, z tym co później z niego wyniknęło w literaturze. Pochodzi też spod pióra osoby, która była bohaterem i autorem opisywanych wydarzeń. Napisany on został w dwa tygodnie po weselu (5 XII 1900 r.). Warto przytoczyć kilka jego fragmentów:
"W wigilię ślubu o 7 wieczorem pojechałem do Bronowic, gdzie w domu Tetmajerów i w domu moich teściów tańczono. Cała wieś była sproszona. Z miasta nie było jeszcze tego pierwszego wieczora nikogo. Zabawa trwała do 12 w nocy. Ja byłem ubrany po chłopsku (...).
Nazajutrz rano około 7 poczęli się schodzić zaproszeni goście wiejscy. Muzyka, stojąca na progu domu, witała każdego a wstępu do domu. Podawano herbatę z rumem, kołacze, zimne mięso i wódkę.
Jadwisia ubrana była w swój pyszny strój ślubny: na głowie wspaniały wieniec z pięcioma kolorowymi, różnobarwnie haftowanymi wstęgami, które spływały jej na plecy. Na szyi pięć nitek bladoróżowych korali. Koszula pod szyją, na gorsie i u rękawów haftowana bielutko, gorset z materii zielonej, przetykanej w złote kwiaty i wyrabianej czerwonymi ornamentami. Cały przód gorsetu wyszywany gęsto kolorowymi paciorkami, świecidelkami, lampasikami, galonkami, guzikami. Spódnica z atlasu białego w żółte, zielone ż czerwone barokowe kwiaty, obszyta dookoła kolorowymi wstążeczkami ż jedwabiem. Zapaska z zielonego atlasu również w czerwone i żółte kwiaty, obszywana dookoła białą koronką. Na nogach wysokie buciki.
O 8 przyjechała powozem z Krakowa moja Matka wraz z Wujem: przybyli na błogosławieństwo przedślubne (...) Po udzieleniu go (...) Mama pierwsza z Wujem pojechała do Krakowa wprost do kościoła Panny Maryi, aby dać znać księdzu, że już czas świece zapalać. Zanim ogromny orszak ślubny porozsiadał się na wozach, poszedlem przebrać się z sukmany we frak. Do samego Sakramentu postanowiłem, bowiem przystąpić w czarnym stroju dla uniknięcia choćby pozorów teatralności i pozy. Zresztą przez tale wesele ubrany byłem po chłopsku. (...) O 9 rano, w cudny, słoneczny, ciepły dzień jesieni pędziliśmy do Krakowa. Na Rynku tłumy ludzi. Wzdłuż linii A-B do samego kościoła stało kilka tysięcy osób, wśród nich mnóstwo, którzy witali nas z powiewaniem kapel uszów. W kościele ścisk i flak nie do opisania. Zjechaliśmy na placyk przed śsv. Barbarą i z trudem przedostaliśmy się do kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej, bo to jest parafialny ołtarz bronowicki. (...) Ścisk był taki, że Matkę moją i rodzeństwo i krewnych, i przyjaciół zaproszonych - nieproszeni spektatorowie wyparli na kościół. Pól godziny trwał zamęt niesłychany, zanim udało się wikaremu ż kilku moim młodym krewniakom odnaleźć i sprowadzić moją rodzinę. Ja sam stanąłem w progu kaplicy i przepuszczałem do wnętrza tych, których pragnąłem mieć świadkami ślubu (...).
Wreszcie pluton straży ogniowej zawezwanej telegramem, zrobił porządek. Ślub odbył się szybko.
(...) Ponieważ sporo krewnych moich, z daleka przybyłych, wyjeżdżać miało pociągiem o godzinie 2 w południe, żeby im umożliwić poznanie się z Jadwisią, Matka moja urządziła śniadanie, na którym nie było nikogo prócz samych przyjezdnych i nas, państwa młodych. Krewni zaś moi, mieszkający w Krakowie, byli proszeni do Bronowic, na drugi dzień wesela, na tzw. "czepiny" - a z kościoła rozeszli się prosto do domów. Rodzina Jadwisi i wiejscy goście weselni pojechali wprost do Bronowic, gdzie starodawnym zwyczajem w pierwszy dzień wesela nie w domu p. młodej, ale w karczmie na ten cel wynajętej odbyło się przyjęcie.
Drużbowie zaś, druhna i wszyscy ci, którzy na jednym wozie z nami jechali do kościoła, z kościoła pojechali do mojego mieszkania, gdzie czekało ich zastawione.śniadanie. Pierwotnie prosiła ich Matka moja do siebie, ale wymówili.się, że nie byliby dość swobodni wobec tylu nieznajomych pań i panów.
Śniadanie u Mamy trwało do 11 (...). Od Mamy pojechaliśmy powozem do mojego mieszkania, robiliśmy honory kończącym.śniadanie wiejskim gościom, po czym znowu na wozie z drużbami konnymi, przodem cwałującymi, ruszyliśmy do Bronowic. Z karczmy wysypało się przed nami wesele, witające nas okrzykami i muzyką. Natychmiast z fraka przebrałem się w sukmanę i już do wieczora tańczyliśmy tego dnia.
Na drugi dzień były "czepiny", czyli uroczyste zdjęcie wieńca, a włożenie pannie młodej czepca na głowę. Odbywa .się to wieczorem. Około 7 przyjechała Matka moja z siostrą, a w ślad za nią zjechało kilka powozów, które przywiozły do 20 osób moich krewnych i przyjaciół (...) Był widok jedyny w swoim rodzaju i zupełnie niezwykły, kiedy a Tetmajerów zasiedli przy stole panowie sve frakach a między nimi wiejskie kobiety w naszywanych gorsetach i w koralach na szyi i panie w sukniach wizytowych i chłopi w sukmanach. A najmilsze z wszystkiego było to, że tale tak nadzwyczajnie dobrane towarzystwo było bardzo swobodne i wesołe i najwidoczniej wybornie się bawiło. Na wprost po drugiej stronie sieni młodzież tańczyła w wielkiej izbie, w domu zaś a moich teściów reszta wiejskich zasiadła do stołu.
Około 9 (wieczorem - S.W.) zaczęły się "czepiny". Mężczyzn usunięto pod ściany, same kobiety i dziewczęta otoczyły p. młodą i druhnę. One able tańczyły naprzód ze sobą, potem kolejno z wszystkimi dziewczętami i wszystkimi kobietami. Każda tańcząca kobieta i dziewczyna stawała przed muzyką, przyśpiewywała piosenkę na cześć panny młodej. Potem starszy drużba rozpoczął taniec z panną młodą, taniec solo, podczas którego zamężne kobiety usiłują pannę młodą odbić gwałtem drużbie, a kiedy. się to nie udaje, targują się z nim o cenę kupna (...). Drużba dob ja targów i bierze zaplata, a kobiety .sadzają pannę młodą na stołku (...). Wszystkie kobiety zamężne zapalają świeczki, które trzymają w ręku - a starościna uproszona do odbycia ceremonii.śpiewa pieśń, w której wzywa matkę, aby się po raz ostatni przyjrzała córce w wianuszku na głowie i przeżegnała krzyżem świętym wianek. Gdy się to stało, powtórzono tę samą do mojej Matki, która również przeżegnała wianek. Wtedy wianek z głowy zdejmuje starościna, a nakłada czepiec i podaje
pannie młodej rozpostartą chustkę. Na chustce leży wianek. Panna młoda trzyma wianek na kolanach, a wówczas starościna śpiewa w kółko piosenkę, w której wzywa każdą kobietę, aby na wianek dala pieniądz (...) Odśpiewana kobieta jedna za drugą rzuca pannie młodej pieniądze. Widok jest wspaniały, bo każda baba trzyma w ręku zapalaną świecę, tak że kilkadziesiąt płomieni oświetla naszą scenę. Twarze oblane blaskiem płomyków ciekawie i dziwnie wyglądają, stroje świetnie migocą światlami.stubarwnymi. Wreszcie wzywa .starościna papa młodego, aby pannę młodą spróbował do tańca i oddaje mu ją. Pan młody przepija wódkę z jednej flaszki, wodą z drugiej do panny młodej. Ale ona wie, która wódka, a która woda. Przepijając wodą, pan młody zalewa żonie oczy. Potem oboje tańczą. Drużba podaje im harap. Sztuka polega na tym, aby on wyrwał jej harap i uderzył po spódnicy, a ona trzymając harap byle po sukmanie - a ciągle tańczą. Świeczki dopalają się, inne pary przyłączyły się do tańca - koniec czepienia, ale nie koniec wesela. Jeszcze cały dzień, czwartek do północy, trwało moje wesele, zatem tale 4 dni (...) ".
(c) 2000-2003
Page designed by
Karol Kwiatek
karol@w.pl