VII


       A więc cztery dni tańców, popijawy, pogaduszek i obrzędów, w tym trzy dni właściwego wesela, z których dla dziejów polskiej kultury drugi okazał się najważniejszy. Drugi, czyli czepiny. Najważniejszy, bo wówczas wspólnie bawili się goście z miasta i ze wsi, razem; bez znaczenia było, kto skąd pochodził. To było już prawie demokracja... Od lewej stoją S.Wyspiański: L.Rydel, K.Maszkowski; siedzą: H.Opieński i S.Estreicher
       Wśród gości zaś przyjaciele pana młodego, ludzie których nazwiska zaliczają się dziś do najświetniejszych w historii polskiej kultury - Stanisław Wyspiański, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Rudolf Starzewski redaktor "Czasu", dziennika bardzo liczącego się w ówczesnym Krakowie, malarze Stanisław i Józef Czajkowscy, Tadeusz Noskowski, Jan Skotnicki, Tadeusz Żeleński świeżo upieczony lekarz, wkrótce Boy, autor tekstów do Zielonego Balonika, za kilkanaście lat niezrównany tłumacz, wawca i wydawca literatury francuskiej, publicysta i krytyk teatralny, w ostatnich miesiącach życia profesor literatury francuskiej we Lwowie.
       Przyjechała także matka pana młodego, Helena Rydlowa z córką Anną przez bliskich zwana Haneczką. Młodziutka siostra Rydla miała przed sobą pracowitą, pełną ofiarności działalność. Ukończy w 1911 roku szkołę pielęgniarek, w czasie I wojny światowej będzie pielęgniarką w szpitalach wojskowych, stanie się współzałożycielką Uniwersyteckiej Szkoły Pielęgniarek i Higienistek w Krakowie, odznaczona zostanie medalem Florence Nightingale. W czasie okupacji hitlerowskiej żołnierz Armii Krajowej. Do końca swego życia w 1969 r. zostanie panną. Nosić zacznie wkrótce cwikiery, w których będzie jedną z charakterystycznych sylwetek Krakowa.
       Wśród krewnych Rydla wyróżniała się Antonina Domańska, żona profesora medycyny w Uniwersytecie Jagiellońskim, a zarazem radcy miejskiego. Była więc radczynią i to określenie już niebawem na zawsze zwiąże się z jej osobą. Niewiele lat zaś upłynie, gdy uzyska uznanie jako autorka "Historii żółtej ciżemki", "Paziów króla Zygmunta" i "Krysi bezimiennej" - książek, które staną się ulubionymi lekturami młodzieży.
       Były też pod opieką Antoniny Domańskiej dwie młodziutkie córki profesora Pareńskiego, znanego lekarza - Zofia i Maryna. Pierwsza wyjdzie za Boya, druga zaś będzie żoną doktora Jana Greka, profesora medycyny we Lwowie. I fatum, tym razem tragiczne, połączy ich ponownie. Boy i Maryna z mężem zginą w nocy z 3/4 lipca 1941 roku we Lwowie zamordowani przez hitlerowców. Zofia przeżyje ich o 15 lat. Pierwszy jednak i jakże przedwcześnie odejdzie Stanisław Wyspiański. Już za 7 lat. Życie Kazimierza Przerwy-Tetmajera będzie naznaczone mną tragedią. Wspaniały poeta, który wywarł niezwykły wpływ na poezję Młodej Polski, autor licznych powieści, lada chwila wystawionego w Krakowie dramatu "Zawisza Czarny", a przede wszystkim epik góralskich "Na skalnym Podhalu", bożyszcze kobiet, zapadnie na chorobę psychiczną. Pierwsze jej objawy będą widoczne już w 1916 roku, rozwinie się ona z początkiem lat dwudziestych. Na biurku Rydla: m.in. zaproszenie na ślub, pierwsze wydanie Mimo jej pozornej regresji Tetmajer nie podejmie twórczości. Zamilknie na zawsze. Dobiegnie swych dni w opuszczeniu, zimą 1940 roku w Warszawie. Córka miejscowego karczmarza Hirsza Singera - Józefa, przeżyje okupację hitlerowską w lęku, czy każdy następny dzień nie będzie ostatnim, straci całą rodzinę. Przedwcześnie zakończy życie Lucjan Rydel (w 1918 r.). Rudolf Starzewski popełni samobójstwo w 1920 r., a Włodzimierz Tetmajer, złamany śmiercią syna Jana Kazimierza na polu bitwy w 1920 r., po długiej chorobie serca rozstanie się z tym światem w grudniu 1923 r. Jakby wesele to, tragiczny los im znaczyło. Wróćmy jednak do czepin.
       W pamięci obecnych utrwaliła się sylwetka Stanisława Wyspiańskiego wspartego o framugę drzwi do sieni, przyglądającego się tańcom, chłonącego gwar weselny, obrządek zdejmowania wianka, nakładania czepca. Tak zapamiętał go Boy-Żeleński. Wspominał to zachowanie także Jan Skotnicki, pisał o nim Stanisław Estreicher na podstawie opowiadania samego Wyspiańskiego.
       Wyspiański nie tańczył, zwyczajem swym prawie nie wdawał się w rozmowy. Widział i słyszał to, czego nikt nie był w stanie zobaczyć ani usłyszeć. Niewiele zresztą brakowało, a byłby nieobecny na ślubie i weselu. Wyspiański, który miał być świadkiem na ślubie, wysłał Rydlowi dwa dni przed uroczystością przykry list:
       "
Szanowny Panie Lucjanie!
Odmawiam Ci świadkowania w kościele przy twoim ślubie; wczorajsze zachowanie się twoje pomijające zupełnie wszelkie najskromniejsze nawet wymagania hiszpańskiego ceremoniału zaprosin, jaki w całej Polsce panuje, - uwalnia mnie w zupełności od zadośćuczynienia prośbie twojej, tym bardziej, że żadnego kłopotu mieć nie będziesz, gdyż możesz sobie wziąć kogokolwiek, kogo potem na wesele nie zaprosisz.
Stanisław Wyspiański"



       Czy poszło o samego Wyspiańskiego, którego nie zaprosił Rydel do Bronowic na wesele, czy też o żonę Wyspiańskiego? Nie da się dzisiaj dociec. Na szczęście nieporozumienie w ostatniej chwili wyjaśniło się. Wyspiański i świadkował i był na czepinach. Była też jego żona z czteroletnią córeczką Helenką. Ale serdeczność wzajemnych stosunków już nie wróciła.
       Czepiny wreszcie dobiegły końca, kończyło się nazajutrz wesele. Nie bez powodu Ojciec w "Weselu" mawiał:
"Niech się bawią, niech się weselą; tela tego, co te parę dni "

       Po tych czterech dniach zaczęło się wcale nie płatkami róż usiane, wspólne życie Rydlów.
       Niecałe dwa miesiące upłynęły, gdy Wyspiański wysłał Józefowi Kotarbińskiemu, ówczesnemu dyrektorowi Teatru Miejskiego list: "Wielmożny Panie Dyrektorze! Bidę mógł odczytać sztukę noszą w niedzielę (...J". Sztuka ta, to "Wesele", dzieło jedno z największych w dziejach polskiej literatury. Noc czepin z tłumem gości ze wsi i miasta w bronowickim półdworku-półchałupie przeistoczyła się w wyobraźni Wyspiańskiego w noc konfrontacji postaw społecznych, dramatu niemocy narodowej, bezmyślnej frazesomanii ludzi, którzy tańczyć będą do końca świata, tak jak im to chochoł zagra.
       Prapremiera miała miejsce 16 marca 1901 r. w dzisiejszym Teatrze im. J.Słowackiego. Ledwie opadła kurtyna, już gotowe były komentarze, plotki i anegdoty. Opowiadano np., że słynny profesor St.Tarnowski, kilkakrotny rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, demonstracyjnie wyszedł z widowni, gdy pojawił się duch Hetmana a więc Ksawerego Branickiego, przodka jego żony. Do legend należy relacja - od pierwszego dnia rozpowszechniana przez krakowskie dzienniki - że bez przerwy, od chwili prapremiery, widownia była przepełniona. W rzeczywistości, jak wykazał to J.Michalik, "Wesele" nie miało największej frekwencji w porównaniu z kilkoma innymi sztukami granymi ostatnio. Faktem jednak jest, że grano "Wesele" aż 12 razy, co już było czymś niebywałym.
       Ważniejsze jest to, czym się stała prapremiera "Wesela". Otóż otworzyła ona serię wzruszeń, przeżyć niezwykłych, wstrząsów prawie, jakimi dla społeczeństwa polskiego była od tej chwili każda dalsza premiera sztuki w podzielonym kraju, każde następne przedstawienie. Trudno dziś dociec, jaki wpływ miało "Wesele" na rozwój ruchu niepodległościowego, a szczególnie na ideę Legionów. Nikt chyba jednak nie zaprzeczy temu, że taki wpływ miało. Ówczesne pamiętniki i relacje na gorąco pisane pozwalają na to stwierdzenie.
       W samym Krakowie zaś sztuka Wyspiańskiego miała drugi wymiar - zwierciadła rzeczywistych uczestników wesela Rydlów. Każda z postaci scenicznych była odbiciem ludzi z krwi i kości obecnych na weselu bronowickim. Nawet nazwiska i imiona zostały to same.
       W pierwszym zamyśle Wyspiańskiego zbieżność to była jeszcze bardziej dokładna. Zamiast Dziennikarza w pierwszej redakcji tekstu dramatu figurował Dolcio, bo tak przyjaciele nazywali Rudolfa Starzewskiego. Zamiast Panny Młodej była Jaga, zamiast gospodyni -Hanna. Ostatecznie w czasie prapremiery pojawili się Dziennikarz, Panna Młoda i Gospodyni i już na stałe pozostali w tekście "Wesela".
       Imiona niektórych bohaterek sztuki przeżyły historię. Na skutek zabiegów matki pana młodego wydrukowano przed prapremierą afisze inne, ze zmienionymi imionami Haneczki i obu Pareńskich. W dniu 16 III 1901_,r. i być może podczas następnych przedstawień krakowskich bohaterkami sztuki były m.in. Klara, Aniela i Krzysia. Po jakimś czasie przywrócono imiona właściwe i tak już pozostało.
       Opis sceniczny, tzw. didaskalia, czyli inaczej wskazówki autora, jak sztukę inscenizować, są wierną fotografią domu Tetmajerów. O didaskaliach i autentycznym urządzeniu wnętrza domu Tetmajerów za chwilę. Najpierw nieco o zgodności postaci literackich "Wesela" z ich żywymi prototypami.
       Na wstępie jedna uwaga. Tylko niewielką grupkę spośród dość dużego grona osób przebywających pod dachem Tetmajerów w czasie czepin Wyspiański uczynił bohaterami sztuki. Tylko te, które były mu potrzebne do skontrastowania postaw narodowych i społecznych. "Wesele" stało się przy tym krzywym zwierciadłem charakterów, upodobań, słabostek, sposobu bycia i zapatrywań "sfotografowanych" uczestników weseliska Rydlowego. Słowo "sfotografowane" znalazło się to w cudzysłowie nie tylko dlatego, że trąci przenośnią. Głównie z tego powodu, że nieraz daleko wizerunkom realnych ludzi z wesela do pełnej prawdy. Rysował Wyspiański to szkice psychologiczne ostrą kreską, prawie bez półcieni, wydobywał to cechy osobowości, które pełnić miały ideową funkcję w dramacie. Często też je przerysowywał, odchodził od realnego modelu postaci scenicznej.
       Im jednak bliżej znał autentycznych ludzi, tym bardziej ich identyfikował przy pomocy szczegółów biograficznych w "Weselu". Stąd to tak szczegółowa charakterystyka Tetmajera-Gospodarza, Rydla-Pana Młodego, Rudolfa Starzewskiego-Dziennikarza, już kończącego 30 lat (nawet to zaznaczył Wyspiański, każąc Dziennikarzowi ze smutkiem westchnąć: "o Młodości, jakożeś daleko, a to jeszcze wczora, prawie wczora... "), Kazimierza Przerwy-Tetmajera-Poety, Antoniny Domańskiej-Radczyni, Marysi (siostry Panny Młodej), Anny Tetmajerowej~Gospodyni, Czepca, Wojtka (Wojciecha Susuła, męża Marysi).
       Inne osoby są już bardzo pobieżnie scharakteryzowane, Wyspiański uczynił je raczej wcieleniami określonych stereotypów parobków wiejskich, podlotków, żydowskiego karczmarza, który dobrze swoje wie, dziewczynki dziewięcioletniej z trzeźwym umysłem dziecka wiejskiego, księdza dbającego nie tylko o wieczne sprawy. Ten ostatni jest postacią zresztą czysto fikcyjną. Księdza na weselu Rydlów nie było, we wsi też żaden ksiądz nie mieszkał. Zgodzić się trzeba z M.Kwaśnym, że postać Księdza w dramacie, to twór fantazji Wyspiańskiego, choć z drugiej strony był on odbiciem stereotypu.

Dalej...
(c) 2000-2003
Page designed by
Karol Kwiatek
karol@w.pl